Strach – drugie imię macierzyństwa

 Strach o dziecko, każdy rodzic go kiedyś doświadczył. Nie przesadzę jak napiszę, że strach to drugie imię macierzyństwa. Martwimy się o wszystko… zdrowie naszej pociechy, jej przyszłość, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo. Żyjemy w świecie, gdzie telewizja, gazety czy internet na każdym kroku informują nas o wypadkach samochodowych, przemocy lub skesualnym wykorzystywaniu dzieci. Otaczający nas świat zaczyna przerażać. Wyobraźnia podsuwa nam czarne scenariusze, a my czujemy paraliżujący strach…

Strach…

Pamiętam jak dziś, ten paraliżujący lęk o bezpieczeństwo mojego dziecka. Strach jaki czuliśmy, ciężko opisać słowami. Każdy rodzic, który choć raz będąc na zakupach w markecie, stracił z oczu swoje małe dziecko, wie o czym piszę. To był zimowy dzień, pojechaliśmy na zakupy do Ikea, byliśmy po przeprowadzce i musieliśmy wymienić meble kuchenne. Oglądaliśmy ekspozycje, Franek był tuż obok, bawił się szufladą. Ja z mężem zastanawialiśmy się, czy nasza kuchnia pomieści wybrane szafki. Nagle…. szok…

Nie ma go!!! Zniknął!!!

Serce wali mi jak szalone, mąż ma przerażenie w oczach. Strach… panika… gdzie nasze dziecko?! Biegamy po całym dziale wołając jego imię. Starszy Brat stoi w miejscu gdzie byliśmy na wypadek, gdyby Franek wrócił. Rozdzielam się z mężem, by przeszukać teren. Nic!!! Nie ma go, zniknął!!! Ręce mi się trzęsą, łzy napływają do oczu, a w skroniach pulsuje. Wyobraźnia podsuwa czarny scenariusz… ktoś uprowadził mi dziecko!!! Przypominam sobie, jak jako dziecko o mały włos nie zostałam uprowadzona. Dzieci są z natury ufne, ja byłam…. czuję jak łzy płyną mi po policzkach, a mąż coś mówi… mózg nakazuje: SKUP SIĘ!!!

Patrzę na jego twarz, usta które coś starają się mi przekazać…. jedyne co słyszę: Uspokój się, znajdziemy go, znajdziemy!!!  Słyszę to jak przez mgłę, przed oczami pojawia mi się obraz z przed wielu lat… Blok na osiedlu mojej babci, ja w niebieskiej sukience i białych lakierkach bawię się z kuzynostwem. Podchodzą do nas dwaj mężczyźni i częstują cukierkami. To były czekoladowe cukierki… w czasach komuny rarytas. Nie pamiętam rozmowy, ale gdy cukierki się skończyły zaproponowali, żebym z nimi poszła do samochodu, to dadzą mi całą torebkę dla nas wszystkich. Całą torebkę cukierków!!! Dla dzieciaka w tamtych czasach to był szczyt marzeń. Śmiało zaczęłam iść. Jednak moja kuzynka okazała przytomność umysłu i  zaczęła protestować. Gdy to nie odniosło skutku, zaczęła krzyczeć po pomoc. Ja nie wiedziałam jak znalazłam się pod pachą jednego z tych mężczyzn.

Usłyszałam jak mój ojciec biegnie… obraz się zamazuje… ktoś mnie szarpie… widzę twarz mojego taty…. znów ktoś mną trzęsie… i słyszę głos… Co to za głos? Patrzę jak przez mgłę… to mój mąż…. coś mówi… Uspokajam się. On mówi rzeczowo i spokojnie. Cały sklep jest zamknięty, ochrona sprawdza monitorning…. Kiwam głową, zaczyna do mnie docierać, że mój mąż nie stracił zimnej krwi. On wie co robić, znajdziemy go!  Biorę się w garść. Mijają minuty, a ja mam wrażenie, że to trwa wieczność.

Nagle ochroniarz krzyczy, że już wie gdzie jest nasz syn!!! Stoisko kuchenne, tam gdzie stoi Starszy Brat!!! Schował się w szafce!!! Pędzimy do wskazanego miejsca, otwieramy szafkę…. a Franek siedzi skulony i się śmieje z żartu. Oboje tulimy małego szelmę. Strach o jego bezpieczeństwo powoli ustępuje. Tłumaczymy, że nie wolno tak robić bo rodzice się boją czy nikt mu nie zrobił krzywdy. Nie wiem ile do niego dotarło z tej pogadanki. Ja nabrałam pewności, nie mogę go spuszczać z oczu. Nie chcę więcej czuć jak strach przejmuje nade mną kontrolę. W domu odbyliśmy pogadanki na temat bezpieczeństwa i zachowania w różnych miejscach oraz sytuacjach. Jednak dziecko pozostanie dzieckiem… wolę być pewna, że wiem gdzie przebywa. Od pewnego czasu mam pomocnika. Urządzenie, które pozwoli mi zapomnieć co to strach w takiej sytuacji.

 

Strach - drugie imię macierzyństwa

NotiOne

Od jakiegoś czasu mamy lokalizatory notiOne: brelok i opaskę na rękę. To one pozwalają mi spać spokojnie i zapomnieć co to strach. Te niewielkich rozmiarów urządzenia to moje trzecie oko. W połączeniu z aplikacją, którą instalujemy w swoim telefonie możemy namierzyć urządzenie, które ma nasze dziecko. Na wszelkich wjazdach, zakupach Franek ma opaskę notiOne, w razie oddalenia się małego żartownisia, mogę go szybko zlokalizować. Czasem zamiast opaski przypinam mu brelok do spodni lub wkładam w kieszonkę. Tak niewielkich rozmiarów urządzenie nie wzbudza podejrzeń.

 

 

Strach - drugie imię macierzyństwa

 

NotiOne cały czas wysyła sygnał, a ja na ekranie mojego telefonu mogę zobaczyć, gdzie ostatnio został ten sygnał wyłapany. Lokalizator współdziała z innymi aplikacjami, które współpracują z systemem notiOne, co pozwala na sprawną lokalizację posiadacza urządzenia. Jestem fanką techniki, więc szybko polubiłam notiOne. Przekonał mnie fakt, że dzięki współdziałaniu z innymi aplikacjami ma olbrzymi zasięg, wystarczy aby w zasięgu lokalizatora byli użytkownicy, jednej z zaprzyjaźnionych aplikacji, która nam przekaże położenie urządzenia nawet na drugim końcu Polski. Jeśli więc jesteśmy w dużym skupisku ludzi szybko odnajdziemy zgubę. Jednak w lesie lub miejscu gdzie nie ma ludzi znajdzie się lokalizator, sygnału możemy nie odczytać.

 

 

Notione to urządzenie, które sprawdza się nie tylko przy dzieciach. Brelok można przyczepić do kluczyków samochodu lub motocykla. Mój mąż docenił to urządzenie. Każdego dnia jadąc ulicami miasta na motocyklu narażony jest na wypadek. Notione pozwala mi go lokalizować o każdej porze dnia i nocy. Dzięki temu niewielkiemu brelokowi wyeliminowałam strach o jego bezpieczeństwo.  Jeśli chcesz wiedzieć więcej zerknij  na stronie notiOne lub fanpage notiOne . Ja wiem jedno, dzięki temu urządzeniu czuję, że strach nigdy więcej mnie nie obezwładni jak wtedy w sklepie. Mając notiOne mam podgląd gdzie znajdują się moi bliscy i nie będę musiała czuć, jak strach odbiera mi kontrolę nad sobą. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała więcej przez to przechodzić, czego i Wam życzę, dlatego…

 

Dla wszystkich czytelników mam niespodziankę 😉

Konkurs!!!

Mam 3 lokalizatory notiOne do rozdania.

Co trzeba zrobić? Niewiele. Napisz w komentarzu jak Ty wykorzystasz lokalizator. Zaznacz czy chcesz breloczek, a może wolisz opaskę.

Do zabawy zaproś znajomych, niech też mają szansę zdobyć takie urządzenie. Wystarczy, że oznaczysz ich na FB tu  Konkurs trwa też na Facebooku. Proszę o polubienie sponsora NotiOne

Wygrywają trzy osoby!!!

Zwycięzcy  otrzymają  urządzenie z półrocznym abonamentem do wykorzystania.

Zabawa trwa od 11.01.2017 do 21.01.2017

Wyniki podam w zaktualizowanym wpisie. Powodzenia.

nianio.com.pl

Mama na pełnym etacie, która nade wszystko kocha swoje dzieci. Uwielbiam podróże w ciekawe miejsca. Ponieważ fotografia to moja pasja, nieodłącznym gadżetem, który przy sobie noszę jest aparat.

29 komentarzy
  1. brawa dla męża za zimną krew. To jest bardzo ważne w takich sytuacjach. Nie ma co latać jak postrzelony po sklepie, tylko od razu udać się do najbliższego pracownika i zgłosić. Parę dni temu robiłem zakupy i podeszła do mnie kobieta i pyta czy nie widziałem takiego małego chłopca w zielonej czapce. Dwa lata.. Na szczęście również i w tym przypadku dziecko szybko się znalazło.

  2. A to Łobuz mały, dobrze że wszystko się tak skończyło. Sama pewnie miałabym zawał 😛 twoja historia też jest przerażająca, dobrze że kuzynka trzeźwo myślała i że twój tata znalazł się szybko na miejscu.

  3. Z przyjemnością wezmę udział w konkursie 🙂
    To urządzenie to świetny pomysł dla rodzica, szczególnie młodszych dzieci.
    Mam synów bliźniaków. Wkrótce kończą 3 lata. Przypominam sobie jedną sytuację i mam ciarki na plecach.
    Byliśmy latem na Rodos. Pierwszy zagraniczny wyjazd. Chłopcy byli zachwyceni, trochę onieśmieleni. Jedynym miejscem w całym kompleksie hotelowym, gdzie czuli się wyśmienicie był stary zdezelowany placyk zabaw. Zazwyczaj gdy szliśmy a base, oni brali nogi za pas i pędzili na ten placyk.
    Postanowiłam się wycofać pewnego dnia, widząc jak Jaś odważnie pędzi w stronę placyku. szłam w ślad za nim, ale chowając się by mnie nie widział. Ani na chwilę się nie zatrzymał, ani na moment nie odwrócił. Albo był taki pewny, że i tak go dogonię, albo tai zafiksowany na tym placyku. Nie wiem ile musiałoby minąć czasu nim by się zorientował, że nas za nim nie ma. Nie wiem jak daleko umiałby się oddalić by poczuć się niepewnie. Nie wiem, i nie chcę sprawdzać 🙁

  4. Na pewno zadbamy o taki gadżet, jak Bąble troszkę podrośnie ! Moja znajoma ma podobny – i jest zdecydowanie spokojniejsza o swoją córkę 🙂

  5. Świetne urządzenie. Chetnie bym takie nabyła. Mnie i mężowi też udało się stracić córkę z oczu w sklepie z armaturą łazienkową. Myślałam że oszaleje ze strachu.
    Pozdrawiam

  6. Fantastyczne urządzenie 🙂 Ja o takich rzeczach i wydarzeniach staram się nie myśleć, bo od tego można sfiksować, ale jak gdzieś puszczami z mężem dzieciaki, to każde z nas pilnuje jednego – wędrując za nim oczami 🙂 Mieszkam w małym mieście i na szczęście sklepy nie są duże, ale gdyby tak mój syn albo córka zapodziało się w jakimś centrum pewnie świra bym dostałą – choć muszę przyznać, że w sytuacjach krytycznych zachowuję zimną krew – do pewnego momentu 🙂
    Jak bym wykorzystała taki lokalizator – w sumie nie ma dla mnie znaczenia czy brelok czy opaska – na pewno takie urządzenie wylądowałoby na moim synu – bo idąc na plac zabaw z dwójka dzieci, bardziej pilnuję córki – jest młodsza, i na większość rzeczy wchodzi z moją pomocą, a syn w tym czasie biega z kolegami – niby nie zdarzyło mu się wychodzić za teren placu, ale to tylko chwila i musiałabym włączyć osiedlowe poszukiwania…

  7. współczuję doświadczeń z dzieciństwa. bardzo traumatyczne wspomnienie. Strach o bliskie nam osoby, a szczególnie o bezbronne dziecko, jest po prostu wpisany w nasze życie.
    Ciekaw urządzenie,
    pozdrawiam

  8. Genialne urządzenie! Muszę o tym koniecznie powiedzieć mężowi. Nasz Olisiek ucieka notorycznie i nie działają prośby i groźby… Myśleliśmy już nawet o szeljach ze smyczą, ale jak dla mnie to zbyt drastyczne…;p

  9. To jest przerażające, ale ja już myślę o takich rzeczach mimo, że mój syn jest za mały i sam nie wychodzi, ale nawet przedszkole wybieraliśmy takie, które jest dalej od głównej ulicy, ma swój plac zabaw, a drzwi i bramka są zawsze pilnowane. Sama boje się swojego strachu.

  10. Świetna sprawa! Zwłaszcza, gdy ktoś ma ruchliwego albo bardzo „pomysłowego” szkraba co to schowa się w sklepowej szafce 🙂 Moja córka na szczęście już duża, nigdy tez mi się nie zgubiła, ale jestem w stanie sobie wyobrazić ten strach 🙁

  11. O ja… aż mi przypomniałaś jak rok temu, tuż przed świętami, byłam z młodymi na zakupach, Erykowi chciało się siku, więc poszliśmy, ja Eryk i Lila która jeszcze wtedy grzecznie w wózku siedziała. Kiedy wychodziliśmy z toalety, najpierw wyszedł Eryk, a później ja próbowałam wyjechać z moim mega dużym wózkiem. Kiedy mi się to udało, Eryka nie było, no dał dyla! Nigdy wcześniej nawet nie odchodził na metr, a tu zwyczajnie go nie było! Ja sama z małym dzieckiem w wózku, nawet nie mam jak biegać po tym centrum i go szukać… Szybko powiadomilam ochronę, na szczęście Eryk mial na sobie ciemną kurtkę i mój żółty szalik i dzięki temu się wyróżniał. Ochrona przez głośniki podała jego opis i za chwilę jacyś ludzie go rozpoznali pod kfc przy jakimś ekranie z grami i powiadomili ochronę. A żeby młody dalej gdzieś nie uciekł to go pilnowali aż do nich nie dotrę…masakra, co przeżyłam to moje, zupełnie sama, ale od tamtej pory Eryk już nigdy nie uciekł, tyleu się na tłumaczylam że tak nie wolno, że mógł go ktoś zabrać, że przecież mógł powiedzieć że widział ten ekran z grami to byśmy tam razem poszli…i mimo, że minął ponad rok on to pamięta i potrafi powiedzieć dlaczego i gdzie uciekł 😉 Ale co gorsza młoda teraz ma ten etap, ona ciągle daje dyla, ja to trzeba mieć cały czas na oku, bo ona nie pattzy gdzie biegnie, byle nawiac-jej to taka opaska by się przydała, bo nigdy nie wiadomo co jej strzeli do głowy 🙂

  12. Najgorzej jest w wieku 2-5 lat. Wtedy maluch idzie tam, gdzie go oczy i nogi poniosą… pamiętam, że też miałam podobną sytuację. Biegałam, szukałam dziecka i płakałam… nigdy tego strachu nie zapomnę 🙁

  13. Raz w życiu mi się to przydarzyło. Podobnie jak Wam. Byłam w dużym centrum handlowym i weszłam z małą córką do jednego ze sklepów. Posadziłam ją na fotelu i stałam obok przeglądając jakąś rzecz. Do tej pory nie rozumiem jak to się stało, ale mój wzrok przeniosłam z niej gdzieś obok dosłownie na sekundę. Kiedy wrócił na ten fotel, jej już tam nie było. Rozejrzałam się spokojnie dookoła, ale jej nie było! Wybiegłam na korytarz przed sklep, tam też jej nie było! Personel sklepu szybko zawiadomił ochronę, a ja miałam już tylko ścianę przed oczami, choć wciąż jeszcze trzeźwo myślałam. Mnóstwo scenariuszy przeszło mi przez głowę i mnóstwo historii zaginionych dzieci. Nigdy nie zapomnę tamtego obrazu. Po nawoływaniu przez głośniki mojej córki w pewnym momencie zobaczyłam jak prowadzą ją jacyś ludzie. Kiedy powiedzieli gdzie ją znaleźli nie mogłam uwierzyć, że w ciągu tak krótkiego czasu, kiedy jej szukaliśmy oddaliła się kilkanaście sklepów dalej. Małe dzieci są ciekawskie, a moja córeczka twierdziła, że poszła mnie szukać. Nigdy, nigdy nikomu nie życzę takiego przeżycia i sama też już nigdy nie chcę tego przeżyć. Dzisiaj zakładam najmłodszej córce podpisaną opaskę na rękę, ale starsza (ta opisana powyżej) czasem sama wraca ze szkoły i potrzebuję takiej opaski właśnie dla niej, więc niniejszym się zgłaszam 🙂 Na moją wyobraźnię działa nie tylko strach o dziecko, ale też świadomość tego co się dzieje w dzisiejszym świecie – każdego dnia znikają dzieci – ale u nas jest jeszcze jedno zagrożenie – dziki. Od roku mamy ich tu kilka sztuk swobodnie chodzących po ulicach jak bezpańskie psy, a ja boję się o własne dziecko. Wciąż się o nią boję…

  14. Poruszający wpis, ja mam od razu łzy w oczach gdy tylko nasza dwulatka zniknie mi z oczu. Panicznie się wtedy rozglądam, strach o dziecko jest silniejszy od nas. Trwa on do końca życia. Chętnie przygarnęłabym taki breloczek 🙂

  15. Brzuch mnie rozbolał, sama mam łzy w oczach… Mati kiedyś w właśnie w Ikea widziała dziewczynkę, która się zgubiła, mała płakała – tłumaczyłam Matyldzie, co się stało, od tamtej pory Młoda na zakupach nie odchodzi od nas na krok. Takie urządzenie, to wybawienie w dzisiejszych czasach.

  16. Chętnie weszłabym w posiadanie takiego urządzenia. Powody mam dwa;) W sumie to już bardziej jeden, bo Marta już takich numerów nie robi. Oczywiście też przeżyłam podobne dwie akcje – każda miała innego GŁÓWNEGO bohatera…

    No, ale że mieszkamy w UK, to nie wiem jak by działała taka aplikacja, bo kompletnie się na tym nie znam.

    Ps. U mnie Mamelek, to by musiał chyba połknąć taki breloczek;)

    Ściskam mocno:)

  17. Ja wiecznie sie martwie,ze „zgubie”moje dzieci,pomimo, iz zawsze trzymaja sie gdzies tam obok mnie. Strach chyba mnie jako Matkj juz nigdy nie opusci.
    Ja takie zegarki to dwa bym potrzebowala dla moich dwoch Slodziakow 🙂
    Pozdrawiam.

    1. To prawda ze od momentu jak mamy dzieci zaczynamy sie o nie bać i tak juz pozostanie. Co do opasek spróbuj i weź udział w konkursie może wygrasz jedna a druga mozna dokupić koszt nie jest tak duży bo w jednym ze sklepów widziałam je po 59 zł czyli bardzo rozsądna cena

  18. Ja bym brelok założyła mojemu mężowi, dokładnie z takich powodów, z jakich Twój nosi. Mój wyjeżdża często i raz bliżej, raz dalej, różnie wraca…

Dodaj komentarz

Starszy wpis: W moim ogrodzie samotności... Tęsknota, jak sobie z nią radzić
Nowszy wpis: Kosmetyki SKIN CARE EXPERT ALL – DAY na piękny początek dnia