Sześciolatki w szkołach czy to udany eksperyment?

Początek września i znów rozgorzała dyskusja na temat wysyłania sześciolatków do szkół. Część rodziców protestuje inni pieją z zachwytu. A jak jest w rzeczywistości? Z czym tak naprawdę muszą zmierzyć się nasze pociechy? Wierzcie mi piękne budynki, dywany czy toalety to tylko infrastruktura ułatwiająca życie. Czy ktoś pomyślał co dzieje się z dziećmi, które trafiają do klas mieszanych? Gdzie uczą się maluchy 6- letnie i te 7-letnie? Jaki to ma wpływ na te dzieci?  Czy sześciolatki w szkołach to udany eksperyment?Ja już znam odpowiedź. Mój syn, który doświadczył na własnej skórze opowie Wam ze swojej prespektywy. 

 

Cześć,

Jestem Starszym Bratem, mam 18 lat i jako dziecko poszedłem do szkoły podstawowej w wieku lat sześciu. Nie była to fanaberia moich rodziców. Mieszkaliśmy wtedy w USA a tam obowiązkiem nauki objete są dzieci właśnie w tym wieku. Szkoła była idealnie dostosowana dla dzieci w tym wieku, tak naprawdę miałem wrażenie, że jestem w przedszkolu, z tą różnicą że mnie dowoziła mama a niektóre dzieci jechały autobusem. W mojej szkole dzień zaczynał się od gimnastyki, następnie jedliśmy śniadanie w kafeterii by później rysować szlaczki, uczyć się liczyć poprzez zabawę. Kolejne punkty dnia to drugie śniadanie, relaks poprzez czytanie bajki lub opowieści dotyczącej historii danego stanu lub kontynentu. Gdy zbliżała się pora lunchu wychodziliśmy na boisko by się bawić, potem był posiłek obowiązkowo ciepły i deser. Zajęcia kończyłem koło godziny 16-17.

Kolejny rok nauki to elementary school zajęcia też odbywały się podobnie. Jedna sala, jeden nauczyciel a właściwie troje, ponieważ jeden był jako pomoc a inny gdy się czegoś nie rozumiało to podchodziliśmy by na bierząco nam tłumaczył. Też był czas na posiłki, zabawę, ale zaczynała się też nauka czyli siedzieliśmy przy wspólnych stolikach po 6 osób i wzajemnie sobie pomagaliśmy. Jak ktoś był głodny to mógł zjeść w trakcie lekcji, jak chciał pochodzić to również nikt mu tego nie bronił. Przed lunchem były zawsze zajęcia sportowe, głównie nastawione na gry zespołowe.

Następne lata to minimalne zmiany. Najistotniejsza to fakt, że co roku jest inny wychowawca, który specjalizuje się w danej dziedzinie np.: matematyk, anglista. Zmienia się też część klasy by uczniowie mogli się integrować, ponieważ w szkołach w USA nie ma przerwy. Każdego roku kładzie się nacisk na dany przedmiot. Nie zadaje się prac domowych. Nadal szkola ma w sobie dużo z przedszkola. Nauka jest poprzez zabawę.

Nigdy nie ma problemu by ktoś pomógł lub wyjaśnił, dzieje się to na bierząco. Jeśli uczeń ma jakieś zaległości uczęszcza na tzw. letnią szkołę. Tam powtarza wybrane partie materiału z którymi mniał jakiekolwiek problemy. Nie, nie jest to typowa szkoła. Jeździ się codziennie na wycieczki, chodzi na basen są zajęcia sportowe i artystyczne a między tymi atrakcjami powtarza się materiał z całego roku. Bardziej przypomina fajny obóz niż naukę.

Pobyt w amerykańskiej szkole wspominam jako najlepszy okres w moim życiu. Po powrocie do Polski powinienem był isć ze swoim rocznikiem ale okazało się, że mam zbyt dużą wiedzę i nudzę się na lekcjach. Rodzice nie byli zachwyceni pomysłem przeniesienia mnie o klasę wyżej ale po namowach ze strony dyrekcji i psychologów zdecydowali się na taki krok. Szybko trafiłem więc do klasy szóstej zamiast rocznikowo czwartej. Po dwóch miesiącach mama zdecydowała, że ze względu na obowiązkowy test szóstoklasisty przeniesie mnie jednak do klasy piątej, ponieważ nie nadrobię w rok takiej ilości lektur. Szczerze mówiąc po cichu jej za to dziękowałem. Źle się czułem w najstarszej klasie. Byłem niższy od innych chłopców, co skutkowało traktowaniem mnie jak chłopca na posyłki.

W klasie gdzie dzieciaki były tylko o rok ode mnie starsze szybko się odnalazłem. Ciężko było mi czasem, ponieważ w szkole panował ciągły hałas do którego nie byłem przyzwyczajony. Jeszcze nie całkiem rozumiałem po co komu są przerwy? Nauka szła mi dobrze, szybko nadrabiałem przedmioty jak język niemiecki, którego nie miałem w poprzedniej szkole. Dodam też istotny szczegół, uczęszczałem do szkoły tzw. językowej.

Gimnazjum to też szkoła językowa ale w innej części miasta. Tam starałem się zadbać by nikt z uczniów nie wiedział, że jestem młodszy od reszty. Jak się później okazało było nas kilkoro młodszych w klasie. Zastanawiacie się dlaczego? Z nauką problemów nie ma dzieciak, który od najmłodszych lat lubi przyswajać wiedzę ale niestety w gronie nastolatków nie intelekt jest wyznacznikiem statusu społecznego. Siła – to jest wyznacznik, popularność, uroda, status materialny. Jeśli nie masz, któregoś z tych atrybutów jesteś nikim! Szybko okazuje się, że słaba jednostka jest popychadłem, klasowym klaunem lub chłopcem do bicia. Nie wierzysz? Zapytaj gimnazjalistów jak jest naprawdę. Młodszy ma dodatkowo trudniej. Nie jest dojrzały emocjonalnie, zaczyna sobie nie dawać rady z emocjami jakie nim targają lub próbuje się dostosować do reszty. Zaczyna palić, pić, wagarować, nauka idzie w odstawkę. Szkoła okazuje się dżunglą, w której musisz wywalczyć sobie miejsce. Masz dwie drogi albo Ty zostajesz stłamszony albo to Ty górujesz nad innymi.

Teraz jestem w klasie maturalnej. Okres zawirowań emocjonalnych mam już w części za sobą. W podstawówce nie widać aż tak dużych różnic jeśli chodzi o naukę, bo dzieciaki mają naturalny pęd by poznawać coś nowego, jednak emocjonalnie widać dużą różnicę między 6-cio czy 7-latkiem. Te różnice wcale się nie zacierają wręcz przeciwnie z doświadczenia wiem, że tylko mogą się pogłębiać. Uważam, że klasy mieszane z różnymi rocznikami to nie jest dobry pomysł. Z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że młodsze dzieci będą w pewnym momencie dyskryminowane.

Tak widzi mój 18-letni syn sytuację w jakiej sam się znalazł. Ja po jego doświadczeniach wiem jedno: albo idzie cały rocznik albo zrezygnujmy z eksperymentów na naszych dzieciach. Wierzcie mi, nie ma systemu idealnego. Przedszkola też mogą uczyć. Ja w wieku pięciu lat właśnie w przedszkolu uczyłam się literek i cyfr. Czy dziecko uczy się w budynku szkoły czy przedszkola nie ma różnicy. Pojawia się ona w momencie gdy ministerstwo nie potrafi przygotować odopwiedniej ustawy by była zgodna z oczekiwamnami rodziców. Przepychanki miedzy rodzicami pogłębiają tylko narastający problem. Nikt nie chce się przyznać do błędu a cierpią dzieci. Zastanówmy się wspólnie jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Gdy jest, aż tak duży opór ze strony rodziców dajmy im możliwość podjęcia decyzji. Niech nas nie mamią spoty reklamowe, sami znamy nasze dzieci. Jedne zapewne świetnie się odnajdą w szkole, inne moga mieć z tym problem. W klasach wczesnoszkolnych problemu może nie być ale w późniejszym okresie on stanie się widoczny i co wtedy? Kto weźmie na swój kark winę? Zapewne nikt. Ucierpi tylko ten mały człowiek, za którego podjęto decyzję. To on będzie okaleczony emocjonalnie, on będzie musiał stanąć przed wyzwaniem. Może czas zacząć myśleć racjonalnie a nie wprowadzać eksperyment na żywm człowieku?

Ciekawi mnie Twoja opinia? Podziel się nią ze mną, zapraszam do dyskusji.

 

 

nianio.com.pl

Mama na pełnym etacie, która nade wszystko kocha swoje dzieci. Uwielbiam podróże w ciekawe miejsca. Ponieważ fotografia to moja pasja, nieodłącznym gadżetem, który przy sobie noszę jest aparat.

30 komentarzy
  1. dlaczego to nasze dzieci maja być eksperymentem? Aczkolwiek uważam, ze pomysł nie jest zły, tylko ze rodzice powinni mieć wybór. Dziecko dziecku nie równe, dlaczego wrzuca dzieci do jednego wora z dziećmi ze stycznia i grudnia? 10 miesięcy rozwoju to dużo.

    1. Cóż według mnie rząd przeprowadza eksperyment ponieważ nie ma rzetelnych opracowań jak taki stan rzeczy może w przyszłości odbić się na tych małych ludziach. Sama wskazujesz na swoje obawy dużą dysproporcją wieku a wyobraź sobie dziecko rocznik 2008 styczeń i takie 2009 grudzień w jednej klasie?

  2. Jeszcze dużo zależy od samego grona pedagogicznego i dyrekcji w szkole! Mój najstarszy chodził do zerówki w przedszkolu i tam głównie się bawili, a w 1 klasie zaczynał naukę od alfabetu. Kiedy po 2 m-cach zmieniliśmy miejsce zamieszkania – w tym szkołę synowi, okazało się, że synio jest daleko w tyle! Bo tutaj już dzieci same czytały czytanki! A my musieliśmy jak najszybciej nauczyć się alfabetu, składać literki, zdania itp., i czytania, a dodatkowo jeszcze mieliśmy braki w angielskim, bo tu dzieci miały w zerówce, a mój w przedszkolnej zerówce nie miał. Jednak cieszyłam się, że nauczyciele dopomogli i poświęcali też swój czas, aby w szkole trochę podszkolić z wszystkiego mojego synia. Choć też zdarzały się momenty złośliwe – bo czasem słyszałam, że nie mogę tłumaczyć syna faktem, że TEGO CZY TAMTEGO nie miał w swojej zerówce! Czułam się momentami niezrozumiana i żal było mi mojego synia.

  3. Ja na chwile obecną jestem przeciwniczką. Moje dziecko jest z końca roku i różnica jest ogromna. Co prawda przed nami jeszcze kilka lat i to się może wyrównać. Jednak jak przyjdzie co do czego to chciałabym mieć wybór. Piza tym nie jestem przekonana, że polska oświata jest gotowa na ten krok. Spójrzmy na gimnazjum, wg mnie porażka, która skutkuje właśnie tym o czym pisze teój syn.

    1. Dokładnie. Różnice mogą sięgać miedzy uczniami powyżej jednego roku i to jest niepokojące. Jeśli rząd chce reformy powinien ją zrobic poprawnie a nie na szybko i na kolanie

  4. Trudny temat. Próbowałam również to jakoś ogarnąć w swojej głowie i stwierdziłam, że skoro moje dziecko nie miało wyboru i musiało pójść do pierwszej klasy w wieku 6 lat, to muszę mu pomóc to wszystko przejść. Nie nakręcam się, bo to nie ma sensu. Nie przeskoczę tego, a jakoś radzić sobie musimy. Pisałam o tym tutaj http://4razym.blogspot.com/2015/08/szesciolatek-w-pierwszej-klasie-rowniez.html. Póki co udało się. Może się wydawać, że wszystko jest ok, że są na równi z całą resztą, a co będzie dalej? No nie wiem zobaczymy. Ale może jest pocieszające to, że nie jest w klasie jedyny młodszy a jest ich 10?

  5. Gimnazja są poronionym pomysłem, drugim takim jest wcześniejsza edukacja sześciolatków. Zawsze można było wybitne zdolne dziecko wysłać rok wcześniej do szkoły, dlaczego teraz trzeba? Ten nad przeciętnie mądry siedmiolatek z początku stycznia trafia do klasy z normalnie przyswajającym wiedzę sześciolatkiem z końca grudnia. Jaki poziom reprezentuje taka mieszana klasa? Gdzie jest psycholog i ochroniarz dla młodszych?

  6. Dobry i wartościowy wpis, to właśnie tacy ludzie jak Twój syn, którzy przeszli przez coś podobnego na własnej skórze powinni mieć głos w tej sprawie. Ja osobiście mam wrażenie, że niektóre reformy wprowadzane są po części na siłę, bo za coś im przecież muszą płacić grubą kasę.

  7. Moje dziecko jest w klasie mieszanej, ale akurat jest siedmiolatkiem. Jeszcze za wcześnie, by oceniać. Natomiast w przedszkolu była w grupie łączonej 4, 5 i sześciolatków jako czterolatek. Dramat. Horror, dramat i żużel.

  8. Mój syn tez był wyśmiewany od maluchów w szkole ponieważ był o rok młodszy. Dla nas szkoła publiczna okazała się wielkim problemem więc się go pozbyliśmy 😉

  9. Masz bardzo mądrego syna! Świetny tekst, niech pisze częściej, z chęcią będę czytać! Serio!

    To, co pisze o amerykańskiej szkole jest bardzo ciekawe, wolałabym żeby u nas to też tak wyglądało. Jedyne, co mi się nie podoba, to te zmiany klas, czy to nie utrudnia utrzymywania stałych przyjaźni?

    A mnie jeszcze ciekawi – może kiedyś zechcesz opowiedzieć (a może już opowiadałaś?), dlaczego wróciliście ze Stanów. Mnie, osobie, która może tylko teoretyzować, ale też patrzeć po rodzinach sąsiadów (połowa górali w Stanach siedzi), wydaje się, że tam żyje się znacznie lepiej i wygodniej.

    1. Czasem niestety przyjaźnie tracą na takiej wymianie uczniowskiej ale zazwyczaj dzieciaki są z danego okręgu i się znają do tego należy dodać częste pikniki w szkołach, zabawy i festyny, które integruja społeczność. Kiedyś pewnie opowiemy więcej o życiu w Stanach jeśli to Was zaciekawi.

  10. Z wielką ciekawością przeczytałam wypowiedź Olka. Co my możemy wiedzieć, czy słuszne czy nie jest posłanie sześciolatka do klasy pierwszej. To on nam powie, kiedyś. Ja Antka odroczyłam. Nie, nie miał problemów z przyswojeniem podstawowej wiedzy, bardziej skłaniałam się do zapobieganiu chorób przy wcześniaku obecnym w domu. Nie żałuję. Dziś jako siedmiolatek zaczął klasę pierwszą. Jest szczęśliwy :).

  11. Olo, dał czadu. Świetna wypowiedź. Dobrze wiedzieć, jak na to wszystko zapatruje się dziecko, które wszystko to przeżyło na własnej skórze.

    Mój sześciolatek niestety będzie musiał iść za rok do szkoły. Chyba, że Rząd coś zmieni…

    1. Tym wpisem chcieliśmy ukazać jak to faktycznie wygląda. Inaczej będzie rozwijać się dziecko wśród rówieśników a inaczej w grupie mieszanej. Wiedzę zdobędzie i poradzi sobie tylko jakim kosztem? Tu jest pole do popisu

Dodaj komentarz

Starszy wpis: Oda do Jeansów
Nowszy wpis: Miłość nie jest łatwa!