Dzień, w którym przestałam mówić “Pospiesz się” do moich dzieci

 Poranek, spieszysz się bardzo do pracy, każda minuta jest na wagę złota. Nerwowo zerkasz na zegarek. Telefon też już daje znać o sobie, a Ty pędzisz już do kolejnego celu. Znasz to? Ja tak. I nie ważne jak bardzo się starasz rozplanować dzień, miotasz się próbując podzielić swój czas i uwagę dzieciom oraz pracy. Zawsze jest deficyt czasowy i nie masz szans by dogonić czas. Zaczynasz popędzać także dziecko i mówisz: “ Pospiesz się” , a Twój maluch właśnie mozolnie zakłada buciki. Droga do przedszkola/szkoły to też katusze dla Ciebie i znów mówisz: “Pospiesz się” bo szkrab zatrzymuje sie co kilka chwil by obejrzeć biedronkę, mrówki lub kwiatki. A Ciebie goni czas. Non stop słyszysz tik-tak,tik-tak….

 

 

Pospiesz się czas

Tak wyglądało też i moje życie. Moje myśli i działania ciągle kontrolowane przez terminy lub telefon. Ciągła presja i brak czasu, dźwięk dzwonka popędzający mnie na każdym kroku. I choć każda cząstka mnie próbowała z całych sił być punktualną i zgodną z wytycznymi harmonogramu, nie byłam.

Osiemnaście lat temu gdy urodził sie mój syn, świat wcale się nie zatrzymał ale ja na chwile zwolniłam tempo. To był krótki okres. Niestety machina trybików ponownie wciągnęł mnie w swój obieg. Po raz kolejny czas był najważniejszy, by zdążyć, by pędzić…

Niestety mój synek miał głęgoko w poważaniu ten cały pęd. On wolał wąchać kwiatki, podglądać życie mrówek w mrowisku. Ja w pośpiechu zapinałam go w foteliku samochodowym i gnałam na spotkanie nie zważając czy mu odpowiada taka sytuacja. Innym razem gdy zatrzymalismy sie na posiłek w przydrożnym barze on zagadał się z miłą starszą panią a ja znów patrzyłam nerwowo na zegarek i mówiłam: “Pospiesz się“.

Beztroska mojego dziecka i ten czuły widok gdy zatrzymywał się przy kazdym piesku by go pogłaskać, zbieranie kamyczków do kolekcji, podziwianie obłoków tylko mnie denerwowało. Na każdym kroku ponaglałam mojego syna słowami:”Pospiesz się“. Te chwile gdy mój maluch zwalniał wydawały mi się zwyczajną stratą czasu.

Dzień zaczynałam słowami: ” Pospiesz się, nie chcemy się spóźnić!“, “Pospiesz się inaczej nie zdążymy na czas i wszystko stracisz“.

Kończyłam ten sam dzień znów słowami:” Pospiesz się i zjedz kolację.”,”Pospiesz się i myj zęby. Pospiesz się i do łóżka“.

I choć te słowa “Pospiesz się” niewiele pomagały, by zwiększyć szybkość mojego dziecka ja powtarzałam je jak mantrę. Jak patrzę z perspektywy to może miały mi dodać otuchy? Nie wiem ale odnosze wrażenie, że mówiłam je częściej niż dwa najważniejsze: Kocham Cię.

Pospiesz się czas

10423287_825369404190116_2482178334224561098_n

Prawda boli ale ma też moc uzdrawianiaPrawda uderzyła mnie mocno ale pozwoliła mi ujrzeć inną perspektywę, tę właściwą by stac się rodzicem jakim chciałabym być….

Pewnego pamiętnego dnia, wszystko się zmieniło. O pranku jak zawsze, zapinałam syna pasami w foteliku, nerwowo, ponieważ czułam upływ czasu, a ja musiałam jeszcze jechać do pracy ponad 30 km i wiedziałm, że mogę nie zdążyć na czas. Nagle… słyszę słowa mojego niespełna rzyletniego dziecka: ” Mamusiu, pospiesz się, bo nie zdążysz, jesteś za wolna“.

Doznałam olśnienia. Prawda uderzyła mnie prosto w twarz. Jestem tyranem! Frustratką, która pod presją ponagla swoje dziecko a ono tylko chce cieszyć się życiem! Stałam się kobietą, która w pędzie zapomniała o najważniejszym: Być! Być z  moim dzieckiem, wspierać a nie tylko pędzić.

Stałam jak wryta z szeroko otwartymi oczami. Te słowa, które słyszał non stop wryły się mu w głowie. Mój synek, przestał być bestroskim maluchem. Upodabniał się do mnie. Myśli kłębiły mi się w głowie: Czy chcę by stracił to, co najcenniejsze w czasie dzieciństwa? By stracił swą beztroskę? By przestał cieszyć sie każdą chwilą? Naprawdę tego chcę?!

Spojrzałam na tę małą twarzyczkę z dużymi oczami i rzekłam:” Przepraszam Cię synku! Przepraszam, że ciągle Cie popędzałam! Uwielbiam patrzeć jak łapiesz motyle i małymi kroczkami tuptasz po krawężniku. Kocham Cię! Pragnę cieszyć się z Tobą każdym dniem bez pośpiechu.”

Mój synek był zaskoczony moim wyznaniem. Widziałam jednak ten błysk w oczkach i wyraz aprobaty. Przytuliłam go i obiecałam jemu i sobie, że będe starała się byc bardziej cierpliwa. On usmiechnął się do mnie słodko i powiedział czule:” Mamuś, wsiadaj już bo naprawdę się spóźnimy.”

Pospiesz się czas

SONY DSC

SONY DSC

Nie było łatwo pozbyć się nawyku popędzania. Ciężko też wyeliminować ze słownika zdanie:”Pospiesz się“. Nauka cierpliwości także nie przychodzi mi łatwo ale cały czas się staram. By nie czuć presji czasu oraz nie spóźniać się zdecydowanie wcześniej wychodzimy z domu, szykujemy się tez z wyprzedzeniem. Zdarzało się, że i tak bylismy spźnieni ale przestałam się tym aż tak przejmować. A wierzcie mi ciężko człowiekowi, który ma wpojoną zasadę, że nawet królowie się nie sóźniają.

Obecnie mam znów malucha i nauczona doświadczeniem pozwalam najmłodszemu nadawać tempo spacerów. Często zatrzymujemy się podziwiając naturę, nauczyłam się doceniać przy dzieciach jej walory. Obserwuję ten zachwyt nad stworzonkami jakie napotyka moje dziecko na swej drodze. Podziwiam ten zachwyt i sama dostrzegam to co do tej pory mi umykała. Znów czuję beztroskę, choć na chwilę wracam do czasu swojego dzieciństwa bez pośpiechu. Cieszę się każdym dniem, uwielbiam te chwile gdy jesteśmy razem i możemy chłonąć piekno otaczającego świata.

Obietnica jaką dałam starszemu synowi lata temu, obecnie procentuje. Mamy ze sobą dobry kontakt. Lubimy spędzać czas razem. Teraz, odkąd pojawił się najmłodszy członek naszej rodziny znów dostrzegamy te piękne chwile bycia razem. Spacery, pikniki czy rowerowe wyprawy. Zwolnienie tempa ukazało nam sens życia. Jego wartość. Nadal staramy się by nie wpaść w wir czasu. Zwolnienie tempa to nasz wspólny wysiłek. Słynne: “Pospiesz się” czasem nam się zdarzy ale szybko przypominamy sobie o najmłodszym i nadchodzi refleksja. Teraz to Franio jest moim żywym przypomnieniem, że muszę nadal się starać i próbować. Blizny życia w pośpiechu zagoiły się a ja wiem, że nie chcę wracać do takiej rzeczywistości.

Wybrałam życie tu i teraz. W rytmie, który pasuje nam jako rodzinie. Wystarczy czasem impuls by powiedzieć sobie: koniec z popędzaniem, koniec z ciągłym biegiem i wyscigiem szczurów, koniec z “Pospiesz się“. Żyję dla siebie i rodziny w tempie slow.

Ja dałam swój czas moim dzieciom i wiem, że one też kiedyś mi go podarują. Gdy nie pędzisz przez życie wszystko smakuje lepiej, jest bardziej kolorowe i miłość unosi się wszędzie.

SONY DSC

nianio.com.pl

Mama na pełnym etacie, która nade wszystko kocha swoje dzieci. Uwielbiam podróże w ciekawe miejsca. Ponieważ fotografia to moja pasja, nieodłącznym gadżetem, który przy sobie noszę jest aparat.

10 komentarzy
  1. Podoba mi sie tekst bardzo Niemniej jednak czas kiedy prowadzimy dziecko do przedszkola i biegniemy do pracy to nie jest dobry czas na podziwianie motyli i zycia mrowek Na to mamy czas jak wracamy z pracy na spokojnie Czas spedzony w kazdej mozliwej chwili z dzieckiem jest bezcenny ale nie dajmy sie zwariowac Wiele rzeczy mozemy robic z maluchem a zeby nie mowic dziecku “pospiesz sie” wstanmy szybciej wszakze nie musimy gonic tylko normalnie isc. Wiem ze moze teraz mnustwo kobiet na mnie naskoczy ale ten poczatek tekstu jest troche straszny To nie maluch powinien nam pokazywac jak zyc ale my jego. Dobrze jednak ze sie pani zatrzymala bo nie tylko chodzilo tu o dziecko ale rowniez o pani zdrowie psychiczne Zycie w biegu nie prowadzi do niczego dobrego a konczy sie frustracja i zloscia do swiata.

Dodaj komentarz

Starszy wpis: Kto prowadzi? Książka nie tylko dla fanów motoryzacji
Nowszy wpis: Szparagi czyli zdrowie i afrodyzjak na talerzu
Archiwa
KONTAKT