“Minionki” – żółty kataklizm, recenzja

Minionki to sympatyczne żółte stworki, które do tej pory pojawiały się raczej na drugim planie. Jednak skutecznie podbiły serca widzów i w rezultacie doczekały się samodzielnej produkcji. Postanowiliśmy równiez wybrać się z rodzinką do kina na premierę by zobaczyć Minionki w akcji. Szczerze się Wam przyznam, że nie spodziewałam się po tym filmie zbyt wiele. Te stworki o postaci Tik-Taca jakoś nie pasowały mi do roli pierwszoplanowej, szczególnie iż cieżko je zrozumieć, ponieważ porozumiewają się w niezrozumiałym dla mnie języku. Jest to zlepek słów angielskich, hiszpańskich, włoskich a nawet arabskich, jednak okazuje się że wcale to nie przeszkadza a wręcz bawi dzieciaki i ich rodziców. 

Minionki

Czym więc są Minionki? To żółe stworki, których sensem życia jest służenie najnikczemniejszej istocie na świecie, bo tylko wtedy potrafią się radować i wykorzystywać swoją energię. Okazuje się bowiem, iż Minionki pojawiły się na Ziemi tysiące, jak nie miliony lat przed ludźmi. Pigułkokształtne potworki od zarania dziejów towarzyszyły najmroczniejszym i najstraszniejszym kreaturom, traktując swych złych panów jako źródło radości i sens istnienia. Gdy przypadkowo uśmiercały swojego guru  a zdarzało się to nagminnie, szybko potrafiły znaleźć innego łotra by móc go wielbić. Ta część filmu jest zdecydowanie najzabawniejsza. Dowiadujemy się,  kto tak naprawdę stoi za egipskimi piramidami i gdzie należy upatrywać klęski Napoleona. Pech sprawia, że rozbrykane żółte stworki mają duży problem by utrzymać swego guru przy życiu, w ten oto sposób  możecie zobaczyć kto pozbawił życia tyranozaura i Draculę. Prędzej czy później Minionki zawsze zostawały bez swojego pana.

Minionki

5459fa5d6ae81_g

Jednak od dłuższego czasu są samotne, przez co popadają w coraz większy marazm i depresję. Na szczęście trójka bohaterów – Kevin, Bob i Stuart – postanawia udać się na wyprawę w poszukiwaniu nowego pana. W ten oto sposób trafiają oni do Nowego Jorku roku 1968. Miasta, gdzie z plakatu srogim wzrokiem spogląda na nich Richard Nixon, a hasło “make love, not war” jeszcze nigdy nie miało takiej mocy jak wtedy. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać dla jakiej grupy wiekowej została stworzona ta animacja – dla dzieci czy raczej ich rodziców?  Tam gdzie najmłodszych będą bawić żarty sytuacyjne, rodziców zdecydowanie ujmie szereg niezrozumiałych zapewne dla ich pociech kontekstów politycznych czy zgoła innych sytuacji.

Minionki

0426502

Minionki

W tym momencie akcja animacji trochę zwalnia. Główni bohaterowie szukają nadal obiektu największego zła. Natrafiają na reklamę Targów Zła i postanawiają udać się do Orlando by odnaleść swego nowego szefa. Podczas targów otrzymują ofertę pracy od Scarlett Oharacz – królowej zbrodni. Jednakże jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie po myśli małych żółtych stworzonek. Grzechem byłoby zdradzanie Wam, jakie przygody czekają na Minionki i w jakie tarapaty wpadną po drodze. Powiem Wam, że trafiają do Wielkiej Brytanii gdzie na swej drodze spotkają królową Elżbietę, a jej obraz rozbawi Was jak mnie. Tak wyluzowanej Elki chyba nigdy nikt z nas nie widział. Dodatkowy atut to ścieżka dźwiękowa, wielkie przeboje tamtych czasów. Słyszymy tu bowiem Rolling Stones, a nawet Beatlesów w scenie zabawnie nawiązującej do legendarnej okładki płyty “Abbey Road”. Dawno nie widziałam bajki, gdzie dwa pokolenia śmiałyby się z tak różnych rzeczy.

570122_1.3

MINONSG001_DS_S0600P0360_L_COMPO_RENDER_0242R

4be3ac5fbae75038584c6a64226dd66f

Minionki

Muszę Was jednak zmartwić. Pomimo naprawdę udanego humoru, film cierpi na brak równego poziomu. Początek to klasa sama w sobie, jednak im dalej, tym poziom  spada. Dopiero końcówka filmu okazuje się być strzałem w dziesiątkę i puszczeniem oka w stronę fanów pierwszych dwóch części. Niestety nie da się  oprzeć filmu na śmiesznym gadaniu Minionków. Postać Scarlett Oharacz wcale im w tym nie pomaga czasem jest wręcz denerwująca. Przyznam, że mam pewien mały problem z faktem, iż fascynacją bohaterów filmu dla dzieci jest zło. Z drugiej jednak strony Minionki są tak uroczymi i pełnymi wdzięku istotami, że nie sposób ich nie lubić i szybko zapomina się o ich naturze – ważniejsze staje się kibicowanie im w trakcie ich podróży.

Filmowa opowieść przypomina bardziej zlepek skeczy i scenek. Już na pierwszy rzut oka widać, że to fabuła jest dobierana pod postaci, a nie odwrotnie. Historia jest urywana i niespójna. Dodając do tego część scen, które moim zdaniem nie powinny wogóle się pojawiać, mówię tu o postaci z piłą mechaniczną i kalunie. To i tak film bawi i śmieszy, na szczęście. To właśnie niesamowita ekspresja i pozytywna energia głównych bohaterów przysłania płytki scenariusz. Zdecydowanie rozczarowuje też brak jakiegokolwiek przesłania, który z dużym powodzeniem twórcy przemycili w poprzednich częściach.

Minionki, pomimo swych słabości, są dobrym pretekstem do wspólnej, rodzinnej zabawy. Film z taką ilością gagów nie pozwala na nudę i rozglądanie się po sali. Zaraża pozytywnym nastawieniem, miejscami rozczula, ale przede wszystkim bawi! To potęga Minionków, które na długie lata mogą zawładnąć  dziecięcą fantazją. Pytanie, czy twórcom uda się kontynuować serię opartą jedynie na śmiesznych żółtych bohaterach. Wydaje mi się, że nieunikniony jest powrót Gru i gruntowna zmiana koncepcji.

Minionki

minionki-1

Minionki

Słowem Minionki to luźna i bezpretensjonalna komedia dla całej rodziny. Podczas naszej bytności w kinie nikt nie wychodził a na sali słychać było tylko śmiech. Hasło przewodnie to BANANA!!! Jedyne co może zaszkodzić Minionkom to bliska premiera animacji Disneya “W głowie się nie mieści”, którą już mieliśmy okazję z Frankiem oglądać i łączy ona cechy zabawy z morałem. Może się mylę i to właśnie brak mądrości jest atutem Minionków?  Tak czy owak idźcie do kina i sami  sprawdźcie. Warto wybrać się aby spędzić z tymi urokliwymi, gadającymi w dziwnym języku stworkami dziewięćdziesiąt minut.

nianio.com.pl

Mama na pełnym etacie, która nade wszystko kocha swoje dzieci. Uwielbiam podróże w ciekawe miejsca. Ponieważ fotografia to moja pasja, nieodłącznym gadżetem, który przy sobie noszę jest aparat.

21 komentarzy
  1. Niezależnie od tego czy kolejne animacje są lepsze lub gorsze to Minionki zdobyły skutecznie serca dzieci. Moje maluchy już tyle razy oglądały bajkę “Jak ukraść księżyc”, że zaczynam recytować kwestie z pamięci 🙂 i mam w tym wiele ubawu razem ze swoimi maluchami. Pomimo iż Minionki za dużo nie mówią to chyba właśnie dlatego zdobyły taką popularność u dzieci bo musiały grać mimiką twarzy czy też gestem. Ostatnio dostałam za zadanie kupić pościel dla dzieci z minionkami lub ręcznik kąpielowy i udało się. Kupiłam go w sklepie https://zaira.pl/ . Polecam każdemu miłośnikowi.

  2. Według mnie film spełnił swoją rolę dostarczył świetnej zabawy dzieciakom, które jeszcze nie bardzo zwracają uwagę na “całe zło tego filmu” za to bardziej bawiły ich gagi, język i przygody minionków, a także rodzicom, którzy również nie nudzili się w kinie wybuchając śmiechem lub odkrywając znany tylko z historii klimat lat 60-tych poprzedniego stulecia. Może rzeczywiście scenariusz nie był równy a akcja zmieniała tempo i poziom wyjątkowo często lecz mimo wszystko choć od premiery mineło już kilka miesięcy moje dzieciaki co chwilę pytają minie kiedy znowu pójdziemy do kina na Minionki. Więc puki nie będzie wydania BR Minionków sami musimy zadbać o klimat i drobiazgami jak choćby znalezione tutaj http://hippo-sklep.pl/minionki.html ratować jakoś sytuację. Ja mimo wszystko jestem na tak i polecam film każdemu bo mnie te małe potworki rozwalają. 🙂

  3. Oglądałam wczesniejsze części i zawsze śmaiałam się w głos, jak byłam w kinie na poprzednich cześciach to cała sala zawsze pełna dzieci i wszystkie się tak śmiay że momentami było słabo słychać teksty bohaterów. Ubaw po pachy. Napaliłam się jak zobaczyłam cały Gdańsk opanowany przez minionki- wszystko żółte, słupy an ogłoszenia zmaieniły się w wielkie minionki, pełno minionkowych gadzetów wszedzie, co chwila nowy trailer. Kupiłam bilet, kino pełne dzieciaków i … klapa! Scenariusz faktycznie płytki- pojedyncze sceny z których większoścnieprowadziła do niczego. Postaci Scarlet i jej boya strasznie działające na nerwy- szczególnie on. Śmech było słychac pojedynczo ale to raczej z powodu tego że dzieciaki sobie coś tam śmiesznego opowiadały na ucho a nie z filmu! Gdyby tylko mnie niesmieszył to bym uznała że miałam zły dzien ale NIKT się nieśmiał. Rodzice wcale, dziecaki minimalnie … KLAPA w dodatku niezobaczylam nic nowego! Wszystko co jest w trailerach to potem jest w filmie w tej samej formie i niejest rozwinięte! Scena z Drakują jest taka sama jak w trailerze- właściwie przed premierą pokazali cały film w trailerach! nic nowego. klapa! niepolecam tej czesci za to wcześniejsze jak najbardziej!

  4. Niestety ale bez Gru animacja straciła na uroku, natomiast żeńska przedstawicielka zła również mnie nie przekonała. Bez wątpienie zapamiętam jednak film za jedne z lepszych gagów w animacji – niestety tylko o nie chodziło chyba twórcom.

  5. Ciekawa recenzja jednak chyba warto samemu wybrać się do kina i sprawdzić te skrajne opinie. Mam dwoje 10 i 8 letnich synów i z opisu widze, że raczej będzie im się podobał film. Dzięki za obiektywizm. Już myslałem, że to horror a nie bajka

    1. Dużo zależy od dziecka i jego wieku. My rodzice inaczej pewne sceny postrzegamy a dzieci kompletnie na niektóre nie zwracają uwagi. Jedno jest pewne początek filmu jest świetny niestety w miarę rozwijania się akcji traci sporo.

  6. Ja wyszłam z kina rozczarowana, początek tylko był na poziomie. W dodatku ta “bajka” i to ciągłe propagowanie zła niekoniecznie jest dobre dla dzieci. Wiem, że one raczej nie patrzą w tych kategoriach, jednak ciężko mi to nazwać filmem rodzinnym. Pozdrawiam

    1. Dlatego w swojej recenzji też zawarłam taki tezy, choć moim dzieciom przypadła do gustu ale ja mam już prawie osiemnastolatka i ten docenił humor i ścieżkę dźwiękową oraz mój prawie czterolatek śmiał się podczas gagów i zabawnych sytuacji. Jednak samej treści nie rozumiał, bo tą raczej ciężko uchwycić.

Dodaj komentarz

Starszy wpis: Truskawki, czyli samo zdrowie w czerwonym kolorze
Nowszy wpis: Detoks od detoxu